W latach 1868-73 w Nowym Jorku zapanowało prawdziwe szaleństwo związane z budową domów zwieńczonych dachami mansardowymi. Ucichło tak szybko, jak się zaczęło.
Tak samo konstruowane są domy szkieletowe. Drewniana rama, wokół której dobudowane są ściany, o którą oparty jest dach, stanowi podstawę mansard, które przez pięć lat święciły triumfy w architekturze Nowego Jorku.
Domy szkieletowe wspomniane są nie bez przyczyny. To właśnie rozwój technologii, w której są budowane umożliwił stawianie coraz bardziej wymyślnych konstrukcji zachowujących wytrzymałość i nie wymagających ogromnych nakładów pracy i pieniędzy.
Czas mansard przypada w Nowym Jorku na okres tuż przed pojawieniem się pierwszych drapaczy chmur. To ważne, ponieważ w tamtym czasie architektura tego, co na dachu, miała ciągle jeszcze spore znaczenie. Wraz z rozwojem wysokościowców przestały się liczyć zwieńczenia – z prostej przyczyny – nie było ich widać z poziomu gruntu.
Według Christophera Graya, dziennikarza gazety New York Times, szczyt popularności mansard przypada na lata 1868-73. Z tamtego okresu do dzisiaj dotrwał zaledwie jeden przykład – budynek Grand Hotelu przy skrzyżowaniu Broadwayu i 31 ulicy.
Same mansardy wynalezione zostały przez Francuza, monsieur Francoisa Mansarta, który żył i pracował w siedemnastowiecznej Francji. W Ameryce dziewiętnasty wiek to rozwój budownictwa mieszkaniowego. Pojawiają się więc pierwsze duże domy szkieletowe, doskonale znane tym, którzy oglądają filmowe produkcje z akcją umieszczoną na południu Stanów Zjednoczonych. W Nowym Jorku nie ma mowy o budowie rozległych willi, ze względu na ceny gruntu trzeba piąć się w górę. Pierwszy budynek wykorzystujący mansardy pojawia się tam w 1864 roku. Jak pisał jego twórca, architekt George Woodward, ze względu na stłoczenie budynków trudno jest tworzyć w mieście. Jednak mansarda jest dla architekta prawdziwym błogosławieństwem pozwalającym w znakomity sposób wyeksponować walory narożnika budynku umieszczonego u zbiegu dwóch ulic.
Wspomniany wcześniej Grand Hotel był jednym z pierwszych dużych budynków, w którym wykorzystano ten element architektoniczny. Pozwolił on zbudować prosty w konstrukcji, sześciopiętrowy budynek, który jednocześnie zachowywał wszystkie walory, jakimi powinien charakteryzować się reprezentacyjny hotel. Ukończony został w 1868 roku. Od razu trafił do przewodników, które jednak na początku traktowały go jako fenomen wart zobaczenia.
W roku 1871 mansardy objawiły się w pełnej krasie na budynku hotelu Gilsey przy Broadwayu. Chociaż nie największy, trzypiętrowy budynek pozostaje najlepszym przykładem tego, co działo się w tamtym czasie w Nowym Jorku.
Szaleństwo trwało przez pięć lat i być może byłoby kontynuowane, gdyby nie wydarzenia z Bostonu. Wiek dziewiętnasty to wciąż czas, w którym ogień był ogromnym zagrożeniem, zwłaszcza dla konstrukcji takich, jak domy szkieletowe, drewniane czy właśnie mansardy stosowane na budynkach miejskich. W listopadzie 1872 roku w Bostonie wybuchł pożar, którego konsekwencją były przepisy ograniczające użycie mansard w architekturze. Swoje zrobiły także podwyżki stawek ubezpieczeniowych w stosunku do takich domów. Ukończony w 1874 roku budynek Wytwórców i Budowniczych miał być w zamierzeniach zwieńczony potężną mansardą. Zrezygnowano z niej jednak. To był koniec drewnianego szaleństwa.








